Dziki zabite bez powodu? Dotarliśmy do danych. „Nie stwierdzono przypadków ASF”

Dodano:
Dzik, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock
Warszawskie dziki znalazły się w śmiertelnej pułapce. Niegdyś były łapane i wywożone za miasto, dziś coraz częściej są zabijane. Powód? Restrykcje związane z ASF. Jak wynika jednak z informacji Powiatowego Lekarza Weterynarii, do jakich dotarliśmy, ognisk tej choroby na terenie Warszawy i okolic nie zanotowano.

Kilka dni temu opinią publiczną wstrząsnęły zdjęcia z Warszawy. To właśnie tam, tuż przed świętami i w samą Wielkanoc doszło do dwóch głośnych incydentów związanych z uśmierceniem dzików.

Przypomnijmy: w poniedziałek 30 marca na Bemowie, 16 dzików – cztery lochy i dwanaście warchlaków – utknęło na ogrodzonym placu zabaw. Ktoś zamknął furtkę, przez co zwierzęta nie mogły się wydostać. Na miejsce przyjechały służby, które uśmierciły dziki. Do podobnej sytuacji doszło kilka dni później, w wielkanocną niedzielę, tuż pod oknami mieszkańców jednego z osiedli na Mokotowie. Tym razem dziki zabito dlatego, że „kręciły się przy rabatkach”. Tego dnia, na wydeptanym trawniku przy ulicy Stępińskiej życie straciło siedem dzików – w tym sześć młodych.

Sprawa zbulwersowała internautów – gromy posypały się zarówno na stołeczne Lasy Miejskie, których pracownicy interweniują po zgłoszeniach mieszkańców jak i na Rafała Trzaskowskiego, który pod koniec marca wydał nową decyzję na odstrzał kolejnych 500 dzików – to kolejna z podobnych decyzji, jakie podejmował w ciągu ostatnich lat – od 2008 roku wydał ich sześć.

Inicjatywa „Dziki Zostają” angażująca się w ratowanie tych zwierząt na 15 kwietnia zapowiedziała protest przed Urzędem Miasta Stołecznego Warszawy. Współorganizatorami jest Warszawski Ruch Antyłowiecki i inicjatywa Nie Trzaskać Dzików – aktywiści domagają się „wstrzymania decyzji prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, powołania zespołu ekspertów ds. dzikich zwierząt, zastosowania metod alternatywnych, humanitarnych i przestrzegania obowiązującego prawa”. W momencie publikacji tego tekstu udział w wydarzeniu zadeklarowało blisko tysiąc osób. Powstała również petycja przeciw ostrzałowi dzików na terenie miasta.

Kiedyś pułapki i relokacja, dziś – śmierć. Wszystko przez ASF?

Jeszcze kilka lat temu Warszawa korzystała z systemu pułapek, w które łapano dziki i bezpiecznie transportowano je daleko za miasto. Dziś rozporządzenia Komisji Europejskiej i Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi tego zabraniają – a wszystko przez wspomniane obostrzenia związane z epidemią afrykańskiego pomoru świń. W praktyce oznacza to, że zwierzęta nie mogą pozostać w mieście, ale nie można ich także wywieźć do lasu. Służby, stając wobec takiej sytuacji, podejmują decyzję o ich uśmierceniu.

Jak podkreślają świadkowie dwóch opisanych wyżej wydarzeń, dziki nie były agresywne. Zostały zabite wyłącznie dlatego, że urodziły się na Mazowszu, czyli na obszarze objętym ograniczeniami związanymi z ASF.

Tymczasem Państwowa Rada Ochrony Przyrody wskazuje, że dotychczasowa strategia walki z ASF nie przyniosła żadnego efektu. Od 2019 roku w jej ramach zastrzelono w Polsce blisko 1,5 miliona dzików, co kosztowało Skarb Państwa 585 milionów złotych. Tymczasem z dzików odstrzelonych w latach 2019-2023 jedynie 0,4 procent było zakażonych wirusem ASF.

O to, jak aktualnie wygląda sytuacja związana z ASF na terenie stolicy i okolic zapytaliśmy Powiatowego Lekarza Weterynarii w Warszawie. Jak poinformowała zastępczyni PLW, lekarz weterynarii Dominika Pawlak, w okolicznych lasach nie stwierdzono ognisk ASF.

ASF na Mazowszu? „Nie stwierdzono przypadków”

Z jej informacji, jakie otrzymaliśmy wynika, że w 2025 roku przebadano próbki od 753 dzików z powiatu wołomińskiego oraz 1060 z Warszawy. W bieżącym roku, do 31 marca, zbadano 290 dzików, z czego 223 pochodziły ze stolicy – i w żadnym przypadku nie wykryto wirusa. Również w latach 2025-2026, zarówno w Warszawie, jak i w powiecie wołomińskim, nie odnotowano przypadków ASF u dzików. – W bieżącym roku z terenu powiatu wołomińskiego i warszawskiego zbadano 136 padłych dzików i nie stwierdzono u nich obecności wirusa ASF – podała lek. wet. Pawlak. Jak podkreśliła, obecnie na terenie obu powiatów próżno szukać ognisk ASF.

Z informacji Powiatowego Lekarza Weterynarii wynika także, że odstrzał prowadzony jest w celu redukcji populacji dzików, które „mogą stanowić zagrożenie dla funkcjonowania obiektów produkcyjnych i użyteczności publicznej”.

Jednocześnie, jak pod koniec marca na antenie Radia Zet wskazał wiceminister środowiska Mikołaj Dorożała, populacja dzików w Polsce w ostatnich latach znacząco się zmniejszyła. Wrażenie ich większej liczby jest więc mylne – zwierzęta stały się po prostu bardziej widoczne. Obecnie jest ich około 4,5 razy mniej niż dekadę temu.

Jak to możliwe? – To wynika z kilku kluczowych elementów. Po pierwsze przez lata trwa dosyć intensywny odstrzał dzika. W tym odstrzały sanitarne z uwagi na epidemię ASF-u. To powoduje, że zwierzęta uciekają. Szukają też miejsc, gdzie mają dostęp do pokarmu. To są bardzo inteligentne stworzenia i dlatego w miastach jest ich więcej – mówił polityk.

Nie ma innego wyjścia? Gdynia pokazuje, że można

Jak podkreśla Robert Maślak, zoolog z Uniwersytetu Wrocławskiego i członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody, miastem, z którego Warszawa mogłaby brać przykład w kontekście radzenia sobie z dzikami jest Gdynia.

Włodarze miasta decydują się na humanitarne i nieśmiercionośne metody, unikając odstrzału. – Gdynia jest często wskazywana jako przykład miasta, które konsekwentnie rozwija podejście nastawione na ograniczanie konfliktów przede wszystkim przez gospodarkę odpadami, zabezpieczanie bioodpadów, działania na styku miasto–las (bufory, ogrodzenia naprowadzające), edukację i egzekwowanie zakazu dokarmiania – wymienia ekspert dla Wprost.pl.

Konkrety? Oto one – Gdynia stosuje silnie pachnące rośliny jak hiacynty, czosnki ozdobne, lawendę czy ogniki, które zniechęcają dziki do rycia w rabatach. Współpracuje z ekspertami od urbanistyki wielogatunkowej, by modyfikować zieleń miejską i zmniejszać atrakcyjność terenów dla zwierząt, a prezydentka Aleksandra Kosiorek powołała zespół z mieszkańcami, naukowcami i weterynarzami do testowania tych rozwiązań.

Dzięki tym działaniom liczba zgłoszeń dotyczących dzików spadła w ciągu kilku ostatnich lat aż o 70 procent.

Zwróciliśmy się do Urzędu Miasta Warszawy o komentarz dotyczący ostatnich wydarzeń. Do czasu publikacji tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...